sobota, 10 maja 2014

Rozdzial IV: Głęboka woda

,,There’s no remedy for memory”
Lana del Rey

Czasem ma się takie wrażenie jakby całe nasze istnienie, wszystkie myśli i emocje zostały wyrzucone w otchłań. Nicość tak ogromną i przerażającą, że gdy w niej tkwisz nie pozostaje ci nic poza bezczynnym przyglądaniem się tej samodestrukcji. Jest tylko pustka- wyrwa w sercu zionąca cierpieniem i rozpaczą. Jeśli szybko nie wypełni się jej czymś dobrym, to człowiek sam zaczyna przypominać wielką, czarną dziurę, pochłaniającą całe szczęście tego świata. Coś takiego niszczy ludzi, odbiera im światło i jakąkolwiek chęć do życia. Pozostają szarzy, zaraz po przebudzeniu wkładający maskę wyćwiczonego uśmiechu. Będąc w zawieszeniu między życiem a śmiercią brną przez życie dobijani kolejnymi porażkami. Eris doświadczyła tego stanu tylko raz. Zaraz po tym jak otrzymała wiadomość była przekonana, że jakaś część niej umarła. Jej dusza, poszarpana na strzępy, tysiące malutkich, kłujących serce niczym igły kawałków, nigdy nie wyzdrowiała do końca. Jedna jedyna myśl kołatała się w jej głowie, jak przerażony ptak zamknięty w klatce. Ona odeszła, nie ma już mojej Ann...
Śmierć jest bezwarunkową, złośliwą i nieobliczalną niszczycielką wszelkich relacji ludzkich. Nie można uciec z jej sideł, oszukać czy spławić. Zawsze cię znajdzie i dopadnie. Gdy złapie nas za ramię, musimy wiedzieć, że nie ma już odwrotu. Co jeśli i Ona sama zostanie wykorzystana, potraktowana jak niewolnica i zmuszona do przecięcia nici życia danej osoby? Ann nie odeszła w chorobie czy starości, a Śmierć nie zaciskała kurczowo swoich kościstych palców na drobnym ciele mojej przyjaciółki. Nie spoglądała również w jej mądre, brązowe oczy. Nie, Ann umarła znienacka. Zginęła, bo ktoś chciał zobaczyć jak to jest. Być Panem Śmierci.
To było ponad rok temu, ale myśli o niej ciągle wracały. Już nie tak często jak na początku, ale wracały. W snach, w twarzach nieznajomych, w słowach, książkach, muzyce. Nauczyła się z nimi żyć. Bo niema żadnego lekarstwa na wspomnienia.
A teraz te dawno już uśpione emocje uderzyły w nią z podwójną mocą. Były niczym potężna fala wypłukująca z jej duszy wszystkie uczucia. Znowu czuła się wyjałowiona i pusta. A cała ta apokalipsa spowodowana była szeptem. Litanią cichych słów, których nigdy nie powinna była usłyszeć.

***

Dni płynęły, a oni mijali się, nie patrząc sobie w oczy. Bali się co tam ujrzą. Oboje nieświadomie przygotowywali się psychicznie do starcia, którego niewyznaczony termin nieubłagalnie się zbliżał. Eris zachowywała się tak, jakby każdy krok, każda decyzja, każde tchnienie sprawiało jej ból. Bo najgorsze jest oczekiwanie na nieznane. Momo natomiast chodził cały podenerwowany, tocząc nieustającą wewnętrzną walkę i odwlekając coraz bardziej to, co i tak wydarzyć się musiało. Był deszczowy wtorek, szli jak zwykle po przeciwnych stronach ulicy, by nie wchodzić sobie w drogę. Ta niema umowa obowiązywała od czasu, gdy Eris podsłuchała rozmowę Darkwoodów w ogrodzie. I choć oni nie zdawali sobie z tego sprawy to i tak, przynajmniej bracia, starali się jej unikać. Jednak Kali ta zasada nie dotyczyła. Parę razy zauważyła jak jej matka i ich nowa sąsiadka rozmawiają przez płot, pieląc czy wieszając pranie. Dziewczyna czekała cierpliwie na pierwszy ruch ze strony Momo lub Hypnosa, aż w końcu przegrała walkę z własną ciekawością. Szybkim krokiem przemierzyła mokry asfalt i znalazła się tuż przy zamyślonym chłopaku.
-Możesz mi powiedzieć co się dzieje?- zapytała poirytowana.
-Wszystko świe…- odrzekł zmieszany blondyn, ale ona nie mogąc słuchać tych kłamstw szybko mu przerwała.
-Nie chrzań, że wszystko jest świetnie. Jeszcze raz pytam. O co tu do cholery chodzi?
-Chyba musimy pogadać.- mruknął, nie patrząc w jej czarne oczy.
-Wiem.- Spojrzał na nią zaskoczony.- Ja już tak nie mogę, siedziałam cicho przez cztery dni. Byłam wtedy w ogrodzie. Słyszałam wszystko.- Gdyby sytuacja była inna szczerze by się roześmiała na widok jego miny.
-Aha… Czyli jeden problem z głowy.- wypuścił powietrze z nadymanych policzków. Oto nadszedł czas na rozmowę, której tak się obawiał.

***

Kiedy podejmiesz już jakąś trudną i ważną decyzję, cały świat stara ci się udowodnić, że wybrałeś źle, a każda inna opcja była sto razy lepsza. Mimo że ludzie uważają to za zły omen lub po prostu zbieg okoliczności, jest to swego rodzaju test. Sprawdzian twojego charakteru, odwagi oraz siły woli. Jeśli zawalisz go już na początku i poddasz się, możesz nigdy nie zobaczyć mety. Całe życie to jedna wielka próba, mająca na celu pokazać jak wiele jesteś w stanie znieść, jak wiele rzeczy poświęcić, aby dotrzeć do celu. Sztuką jest trzymać się trasy i nie odpaść z gry przed jej końcem. Walkower to największa porażka.
Z wielką chęcią poddałby się już dawno, jednak brnął dalej przez ogród, słysząc za sobą kroki dziewczyny. Uznał, że to będzie najlepsze miejsce na tę rozmowę. Świeże powietrze koiło zmysły, rozjaśniało myśli i pomagało się skupić. Poza tym zieleń roślin działała zbawiennie na jego skołatane nerwy. Wszystkie ważne decyzje podejmował właśnie na dworze. Usiedli przy stole w drewnianej altance, stojącej na ich podwórku. Momo oparł głowę o blat, udając, że wcale nie widzi świdrującego wzroku czarnowłosej. Po cichu liczył, że w domu zastanie Kalipso, skłonną pomóc, a przynajmniej wesprzeć go psychicznie podczas tej rozmowy. Jednak kobieta zawczasu się ulotniła.
-Pieprzona Mojra… Wszystko jej wygadała.-mruknął pod nosem chłopak.
-Co?- zapytała rozkojarzona dziewczyna, a on po raz pierwszy spojrzał jej w oczy, zdziwiony tym, że właśnie powiedział to na głos.  Wziął wdech, jakby przygotowując się do skoku na głęboką wodę.
- Słuchaj, ja wiem, że to może być dla ciebie trudne, ale po prostu postaraj się mnie zrozumieć. Nie jesteś tym, kim myślisz, a ten świat jest nie jest taki, jaki ci się wydaje.- cedził powoli, tak, że każde wypowiadane słowo sprawiało mu fizyczny ból. Wiedział, że zabiera tej dziewczynie dotychczasowe życie, zastępując je innym. Pełnym bólu, cierpienia i łez. Jednak nie miał wyboru. Jej zdezorientowana mina wcale nie ułatwiała mu sprawy. W końcu to wydusił.

-Jesteś czarownicą, Eris.

***

Hej, rozdział czwarty pisało mi się wyjątkowo ciężko, co widać terminie publikacji. Jednak jestem z niego zadowolona, znajduje się w nim to co powinno i w miarę tak, jak to sobie wyobrażałam. Treść może was zaskoczyła, może nie, nie wiem. To napiszcie w komentarzach. J
OwlShadow


4 komentarze:

  1. Wiedziałam!
    Rozdział ciekawy, opisy bardzo przypadły mi do gustu, co nie często się zdarza. Rzecz w tym jednak, że tak bardzo pochłonęłam ten rozdział, że na chwilę zapomniałam o rzeczywistości. :)
    Czekam na następny i następnym razem mnie poinformuj! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy5/11/2014

    Czekałam na rozdział i jak zwykle mnie nie zawiódł. Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde. A obstawialam, ze ona jest reinkarnacją jakiejś bogini greckiej xd
    Swietny blog, swietnie piszesz. Masz tam kilka błędów ale to szczegół ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. "...your face is like a melody" :)
    Rozdział jak zwykle pochłonęłam szybciutko.
    Czekam na więcej c:
    Ariane
    malymi-krokami-w-strone-szczescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń